February 10, 2025

Rozdział 3. Bohater Quidditcha

— Remus! Remus, na litość boską!

Chłopak zamrugał kilkakrotnie i spojrzał na Lily Evans, szarpiącą go za rękaw swetra. Uśmiechnął się blado i dyskretnie upewnił, że nie powyciągała miękkiego materiału. Matka by go chyba zamordowała. 

— Słucham?

— Czyli Syriusz mieszka z wami?

Remus skinął głową i wziął łyk osłodzonej herbaty z mlekiem.

— Hasam wyjechał z kraju. Mieliśmy wolne łóżko i William to załatwił. 

— Jaki jest? — w głosie Lily wyraźnie można było wyczuć napięcie. Remus spojrzał na nią, zaintrygowany. 

— Jeszcze nie bardzo go znam. Wczoraj trochę rozmawialiśmy, ale generalnie o głupotach — wyjaśnił. Cały wieczór James i William starali się wmówić Syriuszowi najbardziej niewyobrażalne plotki ze szkoły: od Komnaty Tajemnic po klątwę ciążącą na etacie profesora od obrony przed czarną magią. Remus z satysfakcją zauważył, że ich nowy kolega nie uwierzył w żadną z nich. — Czemu pytasz?

— No, wiesz… — Lily przechyliła głowę, celując wzrokiem w sklepienie. Jej piegowate dłonie zacisnęły się na kolanach, a szyja schowała między ramionami. — Jestem ciekawa.

Remus nie rozumiał randkowania. Doszedł do tego wniosku poprzedniej zimy, kiedy William zaczął umawiać się ze Ślizgonką z szóstego roku — ich chodzenie ze sobą trwało zaledwie kilka tygodni. Kiedy zobaczył, jak jego kolega całuje się z dziewczyną na powitanie, coś w żołądku Remusa zaprotestowało i najzwyczajniej w świecie go zemdliło. Od tamtej pory oczywiście oswoił się z myślą, że romans nie istnieje jedynie w książkach, które czytał na zmianę z mamą. Pomysł tego, że jego przyjaciele zaczną się z kimś umawiać, wciąż budził jednak jakiś niepokój, którego chłopak nie umiał logicznie wytłumaczyć.

Tego poranka, przy śniadaniu, coś w oczach Lily podpowiedziało mu, że chodzi właśnie o randkowanie.

 — Co u Severusa? — Remus zmienił temat, a jego przyjaciółka od razu połknęła haczyk. Kąciki jej ust opadły, a ciało bardziej rozluźniło, jakby ze zniechęceniem. Lily przerzuciła długie włosy na plecy i wzruszyła ramionami. 

— Sama już nie wiem. Niby wczoraj prawie się dogadaliśmy. Przeprosił mnie za swoje zachowanie, ale… — Dziewczyna pokręciła głową, ze zmarszczonym w irytacji czołem. — Później przyszedł ten głupi Potter i wszystko zepsuł.

Remus złapał się za kark. Zrobiło mu się wstyd, że był jedną z osób, które rozbawił psikus Jamesa. Oczy jego przyjaciółki pociemniały ze złości, kiedy zacisnęła blade usta w cienką linię. Remus niemal potrafił wyczytać z wyrazu jej twarzy ponure myśli. Nie mogąc znieść swojego onieśmielenia wobec jej zaciętej miny, odwrócił wzrok, starając się ułożyć jakieś taktowne zdanie, pasujące do sytuacji. 

—  Marlene? — spytał znienacka. Dziewczyna uniosła wzrok. — Czekasz na… kogoś? 

Remus zmarszczył brwi, widząc błyszczące ekscytacją ciemne oczy Marlene. Koleżanka siedziała niespokojnie przed swoim talerzem, z dłońmi zaciśniętymi w małe piąstki. Pod wpływem pytania jej ramiona zadrżały, a na śniadej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. 

— Nie — odpowiedziała krótko. Remus przechylił lekko głowę, starając się wyczytać coś z sapania, z którym to słowo opuściło jej usta. — Po prostu postanowiłam coś sobie w te wakacje. 

Remus zerknął na Lily, niemo prosząc ją o pomoc, ale dziewczyna wydawała się wciąż pogrążona w swoich mściwych myślach. Zwrócił więc ponownie wzrok na Marlene, bezwiednie nakręcającą loki na palec wskazujący. 

— Gramy w trzy pytania? — zapytał, wyrywając przyjaciółkę z zamyślenia. 

— Możemy.

— Chodzi o jakiegoś chłopaka? 

Marlene uniosła brwi, a jej oczy otworzyły się w zaskoczeniu.

— Skąd wiedziałeś?

Remus wzruszył ramionami. Tak naprawdę to emocja wyzierająca z oblicza jego przyjaciółki była tak samo oczywista, jak w przypadku Lily, kiedy ta mówiła o Syriuszu.

Na tę myśl żołądek Remusa zacisnął się w supeł.

— Znamy go? — Chłopak po raz ostatni podjął próbę wciągnięcia w rozmowę Lily. 

— Tak — odpowiedziała po chwili wahania Marlene. Przeczesała przy tym włosy i założyła je za ucho, spuszczając wzrok z zawstydzeniem. — Ale jeszcze nie wiem, czy coś z tego będzie!

— Hm.

Remus przeniósł wzrok na Lily, która ze zmartwieniem przyglądała się koleżance. Kiedy Marlene znowu na nich spojrzała, Lily zmusiła się do słabego uśmiechu. Remus nie wiedział, co mogło to znaczyć.

— Jest ktoś, kto bardzo mi się podoba od dłuższego czasu, ale nie miałam odwagi z nim porozmawiać — zaczęła wyjaśniać Marlene. — Więc doszłam do wniosku, że muszę się w sobie w końcu zebrać! Jesteśmy już na trzecim roku.

Remus skinął powoli głową. Zastanawiał się, czy powinien to zrobić z większym zrozumieniem dla rozterek przyjaciółki. Doszedł jednak do wniosku, że dziewczyna nawet na niego nie patrzy, zaślepiona przez swoje wewnętrzne postanowienie. Stwierdził, że to może nawet lepiej. 

— Życzę powodzenia.

Marlene odwzajemniła jego uśmiech i skinęła głową, dopijając swój sok pomarańczowy. Remus zwrócił wzrok na Lily. Nie mógł zostawić w końcu ich rozmowy zupełnie bez odzewu. Ale kiedy otwierał już usta, żeby przeprosić przyjaciółkę, na jego ramieniu spoczęła czyjaś dłoń. Odchylił głowę w tył, napotykając na swojej drodze żółte ślepia. 

— Gotowi na propozycję nie do odrzucenia? 

— Nie, dziękuję. Źle ci z oczu patrzy. — Remus sięgnął po resztkę swojej herbaty, z niezadowoleniem stwierdzając, że zrobiła się zimna. 

— Łamiesz mi serce.

— Idziemy na błonia — wyjaśnił Peter, przysiadając na ławce obok Remusa. — Gryffindor ma swój pierwszy trening, ale James obiecał, że będziemy mogli później polatać. Też jesteście zaproszeni.

— Chętnie się przejdę — zgłosiła się od razu Marlene, wyciągając w jego stronę dłoń.

— Lils? — William wziął się pod bok, wciąż trzymając w uścisku ramię Remusa. 

— Ja spasuję. — Dziewczyna pokręciła głową i podniosła się z ławki stanowczym ruchem. — Jestem już umówiona.

— Z kim? — Remus odjął różdżkę od kubka i odnalazł koleżankę swoimi oczami.

— Na pewno nie z Potterem — prychnęła Lily, odchodząc bez oglądania się za siebie. 

Remus westchnął, łapiąc się za kark. Czyli jednak jest trochę zła. Dopił podgrzaną herbatę.

— Chyba nie dasz się dalej prosić. — Dłoń Williama zacisnęła się na chwilę na jego ramieniu. Remus uśmiechnął się do niego lekko, przewracając oczami. 

Po kwadransie wszyscy czworo wspięli się na drewnianą trybunę. Wiał wilgotny wiatr i Remus objął się ramionami, dygocząc. Doszedł do wniosku, że niewzięcie ze sobą kurtki było wielkim błędem, i z zazdrością wpatrywał się w przeciwdeszczowy płaszcz na plecach Petera. Niespodziewanie William owinął Remusa ramionami, siadając za nim w rozkroku. Przyciągnął go do siebie i nawet przez materiał koszuli i swetra Remus wyczuł ciepło ciała chłopaka na plecach.

— Nie jesteś aż tak wysoki, żeby to było wygodne, Wills.

— Jestem — w głosie Williama wyraźnie słychać było uśmiech. — Mam cię puścić?

— Nie — Remus złożył usta w dziubek i z pieczołowitością opatulił się ramionami przyjaciela, wypatrując, co dzieje się na boisku. — Chwila, chwila. 

— James namówił Blacka, żeby z nimi pograł — William jakby czytał w jego myślach. — Wiesz, Donelan, Baily, Sparks i Astle skończyli szkołę i teraz mają braki w stałym składzie. 

— Skoro tak, to czemu wypuścili tłuczki? — Remus prychnął, usilnie starając się zignorować bieganinę myśli w głowie. 

— Fawcett pewnie znowu ma kompleks wielkości.

— Zawsze mu dokuczasz — zauważył Remus. Mimo że prędzej umarłby, niż przyznał się do tego choćby przed samym sobą, jego oczy wodziły uważnie za ciemną sylwetką nowego kolegi. 

Postura Syriusza oczywiście wskazywała na to, że był sprawny fizycznie. Według Remusa w porównaniu do innych uczniów Hogwartu, nawet Patricka Browna i innych pałkarzy, wyróżniał się z tłumu. Do tego stopnia, że trudno było uwierzyć, że oprócz Quidditcha Syriusz nie uprawiał w swojej dawnej szkole innych sportów, wymagających więcej siły. Remus ocknął się, zdając sobie sprawę, że William mu coś odpowiedział. — Hm? Co takiego?

— Nic, nic. — Dłonie Williama wsunęły się pod pachy Remusa, wprawiając jego ciało w drżenie.

— Zabieraj łapy.

— Pamiętam, że masz łaskotki — William zachichotał w ramię przyjaciela. — Ale twój sekret jest ze mną bezpieczny. 

Ponieważ starszy Gryfon nie postanowił wykorzystać słabości przeciw niemu, Remus nie nalegał i znowu przeniósł swoją uwagę na rozgrywkę. 

Piper Bailey przemierzała boisko z kaflem pod ramieniem, kierując się w stronę bramek. By wyminąć Zacharego i innego piątorocznego Gryfona, którego imienia Remus nie pamiętał, zrobiła zwód w lewo i podała piłkę do Syriusza. Remus poczuł, jak ekscytacja wprawia jego serce w szybszy rytm. Chłopak poszybował w stronę obręczy i wykonał pewny rzut, odbity z gracją przez Harper — zapasową bramkarkę. Remus z podziwem zauważył, że postawa dziewczyny wyraźnie poprawiła się przez lato i zaczął zastanawiać się, czy Gryfonka w tym roku będzie starała się wywalczyć sobie miejsce w stałym składzie. 

Dorcas wywinęła kołowrotka na miotle i przejęła kafla. Minęła z nim Syriusza, który obejrzał się na nią ze śmiechem. Remus pomyślał, że dziewczyna musiała coś do niego krzyknąć, by wywołać tak entuzjastyczną reakcję, i na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Dorcas leciała dalej, trzymając się nisko na miotle i z zawzięciem przyciskając piłkę do ciała. W pogoni za nią uczestniczyli Ethan z szóstego roku, a zaraz za nim James. Podczas kiedy miotła Ethana zdawała się nie być w stanie zmniejszyć dystansu pomiędzy nim a dziewczyną, James na swoim najnowszym Nimbusie wyprzedzał już kolegę z drużyny i z każdą sekundą był coraz bliżej schwytania Dorcas. Być może przez skupienie, z jakim grała ich przyjaciółka, a może przeczucie, Dorcas zanurkowała w dół i nim James to spostrzegł, wywinęła pętle w powietrzu, zostawiając go w tyle metr nad ziemią. Chłopak krzyknął za nią coś, co brzmiało jak przekleństwo, a powietrze przeciął głośny śmiech Gryfonki. Kiedy jednak spojrzała znów przed siebie, na widok Syriusza czekającego na nią na prostej do bramek, wesołość ugrzęzła jej w gardle. Remus aż wyprostował się ze strachu, widząc w dłoni nowego kolegi różdżkę.

Bombardera! — krzyknął co sił w płucach Syriusz, celując w tłuczek nad ramieniem dziewczyny. 

Pod wpływem strachu, a może siły wybuchu, sylwetka Dorcas zsunęła się z miotły. Dziewczyna zawisła przez ułamek sekundy w powietrzu. Po czym runęła w dół. Na szczęście reakcja Syriusza była natychmiastowa. Złapał trzon miotły dziewczyny i krzyknął coś, przerywając otępienie wszystkich obecnych. 

Dopiero kiedy Dorcas podciągnęła się i na powrót usiadła na miotle, Remus zauważył, że zacisnął paznokcie na ramieniu Williama. 

— Przepraszam — szepnął, nie mogąc oderwać wzroku od sylwetki Syriusza, masującego swój bark. 

— Ale refleks. — Z głosu Williama Remus zrozumiał, że przyjaciel przyznaje to z niechęcią. 

— Zupełnie nie zauważyłem tłuczka — syknął z przejęciem Peter, przytykając palce do ust.

— Patrick nie zareagował w porę — oświadczyła Marlene. Ton jej głosu sprawił, że Remus przeniósł na nią wzrok. Wpatrywała się w skupieniu w sytuację na boisku. — Leciał za tłuczkiem, ale był za wolny.

Postanowili dołączyć do kłócącej się na ziemi drużyny. Po chwili udało im się dosłyszeć ostatki rozmowy.

— Jayden, czego nie rozumiesz?! Mamy dwóch pałkarzy! Nie mogę być wszędzie w jednym czasie! — Patrick był wyraźnie wykończony, a z intensywnych kolorów na jego twarzy Remus wywnioskował, że było mu poniekąd wstyd.

— Ostatecznie nic się nie stało. — Między kapitanem drużyny i Patrickiem stanęła Dorcas. Oparła dłonie na ramionach chłopaków i pokręciła głową. — Ale póki nie znajdziemy dodatkowych pałkarzy, lepiej nie kusić losu, tak? — Dziewczyna odwróciła głowę i uśmiechnęła się do stojącego z boku Syriusza. — Nasz książę z bajki może nie złapać kolejnej księżniczki w opałach. 

Black prychnął z rozbawieniem, ale nic nie powiedział. Remus w skupieniu przyglądał się jak kropla potu spływa po jego szyi i pod wpływem dziwnego impulsu złapał się za kark. Kiedy szare oczy spotkały się z jego własnymi, spuścił wzrok, czując zawstydzenie. Znowu jego głowa była pełna dziwnych, obcych emocji. 

— Na dzisiaj koniec — przerwał ciszę Jayden, machając z niechęcią ręką. Odwrócił się i razem z drużyną skierował w stronę schowka na sprzęt.

— Jeszcze chwilę polatamy z kaflem, w porządku, Jay? — krzyknął za nim James, a kiedy siódmoroczny Gryfon mruknął afirmatywnie, zwrócił się w kierunku Syriusza. — To było super!

Syriusz uniósł brew, wyrwany z zamyślenia. 

— Nie bądź już taki skromny. Mój wybawca! — Dorcas ze śmiechem rzuciła się na szyję Blacka. 

— Kto to mówi? Podciągnęłaś się na miotle, jakby to był pikuś. Te ramiona chyba nie są do końca tylko na pokaz — odpowiedział na zaczepki Syriusz.

— Codziennie robię dwadzieścia pompek. — Dorcas zgięła ramię w łokciu i napięła mięśnie. — Jeśli role się odwrócą, też cię złapię.

— Chętnie się przekonam.

— Syriusz. — Kiedy Dorcas odsunęła się, James położył dłoń na ramieniu chłopaka, zwracając jego uwagę. — Grałeś w Quidditcha w Durmstrangu?

— Tak, ale nie byłem we wszystkich meczach. Mieliśmy w drużynie dużo świetnych graczy.

— Ciężko w to uwierzyć, jak się na ciebie patrzy. — James machnął dłonią lekceważąco. — Powinieneś do nas dołączyć.

— Tutaj się zgodzę. — Dorcas skinęła głową, wiążąc na nowo włosy w ciasny kucyk. — W kolejny weekend mamy eliminacje do drużyny. 

— Słuchaj. — James trącił knykciami ramię starszego kolegi z powagą. — Myślę, że powinieneś się dostać. Po tym, co pokazałeś dzisiaj na boisku, Jay w ogóle nie powinien wymagać od ciebie żadnych dodatkowych sprawdzianów.

— Doceniam to. — Syriusz zachichotał nisko. — Ale to by było nie w porządku w stosunku do innych chętnych. 

— Wiem, co mówię. Widzę w tobie wielki talent. Jesteś trochę, jak ja. — James splótł ramiona na piersi z poważną miną. Ta wypowiedź wywołała lekkie zawstydzenie Syriusza. Kącik jego uśmiechniętych ust zadrgał delikatnie.

— Aleś się zakochał — zauważyła Dorcas, wystawiając język do Jamesa.

— Kto to mówi? — James przewrócił oczami, ale na jego policzkach pojawiły się kolory. 

— Przyłapana na gorącym uczynku — Dorcas westchnęła dramatycznie, a w jej oczach pojawiły się złośliwe iskierki. — A ty, Syriusz? Czy kiedy nasze dłonie się spotkały, nie poczułeś motylków w brzuchu i puls ci nie przyspieszył?

Dłonie Dorcas i Syriusza splotły się ze sobą.

— Puls na pewno przyspieszył, tak jak i tobie. Ale to dlatego, że prawie spadłaś z miotły.

— Ani krzty romantyzmu! — jęknęła Gryfonka, trącając ramię Syriusza.

Remus obserwował wymianę zdań między przyjaciółmi w ciszy. Nie potrafił wykrzesać z siebie słowa, ani zdobyć się na żarty z kolegami. William i Peter wsiedli już na miotły i także nie zwracali na niego uwagi. Remus nie do końca wiedział dlaczego, ale w jego głowie narodziło się naprawdę brzydkie uczucie, które bał się nazwać.

Niespodziewanie spojrzenia jego i Syriusza znowu się spotkały. Na twarzy chłopaka widniała konsternacja, a między brwiami powstała głęboka zmarszczka.

— Marlene? — odezwała się nagle Dorcas. Wszyscy trzej chłopcy zwrócili na nią wzrok, ale ona patrzyła gdzieś nad ramieniem Remusa. Zaraz też wyrwała dłoń z uścisku Syriusza i pobiegła za przyjaciółką, dróżką prowadzącą do szkoły. 

— O co chodzi? — zapytał Remus po chwili ciszy.

— Chyba płakała — wyjaśnił niepewnie Syriusz. Ich spojrzenia znowu spotkały się na ułamek chwili, nim usłyszeli zbliżające się kroki. Remus obejrzał się za siebie i na widok chytrego uśmiechu, włos zjeżył mu się na głowie.

— Hej, Remus, przyszedłeś pooglądać, jak ćwiczymy?

— Cześć, Patrick. — Remus zdobył się na blady uśmiech. Już na samym początku ich znajomości zdał sobie sprawę, że upór starszego kolegi względem niego uniemożliwiał Patrickowi doczytania się w mimice Remusa takich niuansów, jak jego zawstydzenie czy niechęć. Nie było więc sensu zmuszać się do bardziej wiarygodnego grymasu. — Przyszedłem trochę polatać z przyjaciółmi.

— Jasne — odezwał się niemal natychmiast Patrick. — Zastanawiałem się, czy zagrasz ze mną i resztą drużyny w kręgle czarodziejów. 

— Rozumiem. — Nie mogąc znieść intensywnego, emanującego entuzjazmem i uporem spojrzenia Patricka, Remus spuścił wzrok i objął się ramionami, próbując na szybko wymyślić jakąś wiarygodną wymówkę.

— My nie jesteśmy zaproszeni, Brown? 

Remus uniósł twarz, zaskoczony i wpatrzył się w uśmiechniętego półgębkiem Syriusza. Mógłby przysiąc, że szare oczy na chwilę zerknęły w jego kierunku, ale trwało to tak krótko, że równie dobrze mógł to sobie wyobrazić. Syriusz wpatrywał się w Patricka z przytłaczającym wręcz oczekiwaniem.

— Jasne, że jesteście — poprawił go Patrick. W jego głosie słychać było niedokładnie skrytą niechęć. — To impreza w Pokoju Wspólnym. Pewnie wszyscy zaczną się schodzić od siedemnastej.

— Może być fajnie — Syriusz uśmiechnął się czarująco, ale Remus bez trudu zauważył, że uśmiech nie sięgnął jego oczu.

☾☾☾

Remus nie lubił imprez. Tłumy wywoływały w nim dziwne uczucie osamotnienia. Nie był jak William, James ani nawet czasem Peter. Nie potrafił po prostu wtrącić się w czyjąś rozmowę i źle znosił uwagę skupioną na sobie. Oczywiście to wszystko miało wiele sensu, jak się nad tym zastanowić. Dlatego nigdy z tym nie walczył i wolał siedzieć w ciemnym rogu Pokoju Wspólnego, udając że czyta książkę, a tak naprawdę przysłuchując się morzu rozmów dookoła siebie. Jego przyjaciele doskonale o tym wiedzieli, więc jak zwykle nie zawracali mu głowy.

Jakie więc było jego zdziwienie, kiedy w połowie historii starszego Prewetta, dotyczącej rzekomego smoka trzymanego w Banku Gringotta, przed jego twarzą pojawiła się szklanka z sokiem dyniowym. Uniósł wzrok znad stron książki i zatrzymał go na uśmiechniętych ustach Syriusza.

— Co czytasz? — zapytał chłopak, kiedy Remus przyjął napój. Przysiadł na podłokietniku zajmowanego przez młodszego Gryfona fotela i oparł ramię na oparciu, wprawiając tym Remusa w zakłopotanie.

— Nic ciekawego — zająknął się, ukrywając książkę za sobą. Za nic nie przyznałby się przed nowym kolegą do czytania romansów. — Jak oceniasz pierwsze dwadzieścia cztery godziny w Hogwarcie?

— Zaczynam żałować, że wcześniej tu nie trafiłem — Syriusz zaśmiał się melodyjnie. Ręce Remusa aż zadrżały od przypływu emocji, które ten śmiech wywołał. 

— Wiesz… wtedy nie bylibyśmy na jednym roku i, kto wie, może nie zgadalibyśmy się tak dobrze, jak teraz.

Syriusz nie odpowiedział słowami. W jego spojrzeniu coś jednak się zmieniło, a uśmiech stał się bardziej łagodny.

— Grasz? — Syriusz przygryzł dolną wargę i wskazał kciukiem na stół, przy którym mały tłumek obserwował rozgrywki kręgli czarodziejów.

— Nie — Remus pokręcił głową. — Jakoś nie mam ochoty.

— Może chociaż posiedzisz ze mną. Ostatecznie nie znam tutaj jeszcze za dużo ludzi, a chętnie bym zagrał.

Remus wahał się przez chwilę. Co śmieszniejsze, nie z niechęci do wspólnej zabawy, ale właśnie dlatego, że perspektywa spędzenia czasu z Syriuszem bardzo mu się spodobała. W końcu zgodził się i obaj zajęli miejsca nad planszą. Sofa w Pokoju Wspólnym była bardzo długa, jednak mimo to Remus siedział ściśnięty obok dziewczyny z piątego roku, a Syriusz, tak jak na fotelu, zajął miejsce na podłokietniku, pochylony lekko w stronę Remusa, by jego głos mógł przebić się przez gwar zabawy.

— To trudniejsze niż pamiętam — zawyrokował Syriusz, po skończonej partyjce z Ethanem z drużyny. 

— Według mnie poszło ci bardzo dobrze — pocieszył go Remus. — Kiedy ostatnio grałeś?

— A bo ja wiem? — zaśmiał się starszy chłopak. — Jak byłem jeszcze małym smarkiem grałem z jedną z kuzynek. Później z bratem, dopóki matka nie kazała skonfiskować gry. Mówiła, że jesteśmy za głośni.

— Och.

— Urocza kobieta, słowo daję — poprawił się Syriusz, widząc niepewny wzrok Remusa. — Tak naprawdę to wcale nie, ale taka już jest. To raczej historia na kiedy indziej. 

Syriusz przyssał się do swojego soku dyniowego, a Remus poczuł dziwny żal w reakcji na jego oschły ton. A może z jakiegoś innego powodu? Ciężko było mu rozpoznać, skąd brały się wszystkie emocje w jego głowie, kiedy spędzał czas z Syriuszem. Część z nich, mógł dać słowo, pojawiała się równie niespodziewanie, jak znikała.

— W Pokoju Wspólnym często gramy w różne rzeczy. Dodatkowo mamy kluby gier. Możesz się zapisać do któregoś, jeśli chcesz nabrać wprawy.

— To nie dla mnie. Lubię pobawić się z innymi, ale po jednej rundzie mam dosyć — wyjaśnił Syriusz. — Mam nadzieję, że za to wyjdzie mi Quidditch.

— Chcesz wziąć udział w naborze?

— Raczej tak. Ty nigdy nie próbowałeś? Z tego, co widziałem, dobrze wyglądasz na miotle.

— Huh — Remus mrugnął kilkukrotnie, ignorując co słowa kolegi zrobiły z jego wnętrznościami. — Sport to nie mój konik. Lubię polatać od czasu do czasu, ale najlepiej czuję się… robiąc co innego.

— Czytając?

— Na przykład — przyznał z niechęcią Remus i upił łyk ze swojej szklanki, uciekając wzrokiem na planszę do gry.

— Nie musisz się tego wstydzić. 

— Wstydzić?

— Nie mam niczego złego na myśli. Po prostu brzmisz, jakby ledwo przechodziło ci to przez gardło. Uważam, że czytanie to rozrywka, jak każda inna.

— Mięśniak, ale wrażliwy? — Remus uniósł brew, nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmieszku. Nie słysząc odzewu, zerknął w stronę Syriusza. Starszy Gryfon wpatrywał się w niego z zaskoczeniem.

— Nabijasz się? — spytał w końcu Syriusz, chichocząc. Jego śmiech jak zwykle wywrócił żołądek Remusa do góry nogami.

— Niewinne pytanie — wyjaśnił z uśmiechem Remus. Syriusz rozpoznał w jego głosie zachętę do droczenia się, co idealnie odzwierciedlił jego cyniczny uśmiech rozciągnięty jedynie w lewym kąciku ust. 

— Hej, Remus, zagraj ze mną. — Przyjemny moment gwałtownie przerwało pojawienie się Patricka. Chłopak stanął nad Remusem i w odpowiedzi na jego zaskoczone spojrzenie, uśmiechnął się od ucha do ucha. — Nie daj się za długo prosić.

— Sam nie wiem. Dzisiaj jakoś nie mam humoru.

— Zawsze te same wymówki. — Patrick pokręcił głową, cmokając. — No, dalej. To tylko jedna partyjka. 

Remus zacisnął dłonie w pięści, ledwo podtrzymując serdeczny wyraz twarzy. Dupek, pomyślał z niezadowoleniem, uświadamiając sobie, że pewnie ostatecznie i tak ustąpi namowom starszego kolegi. Patrick potrafił być bardzo męczący. 

— Pokaż mu z jakiej gliny jesteś ulepiony, Remus — odezwał się niespodziewanie Syriusz. — Wygląda na trochę za bardzo pewnego siebie.

— Nie bez powodu — prychnął Patrick.

— To się okaże — wypalił Remus, nim zdążył się powstrzymać. 

Obaj starsi chłopcy na niego spojrzeli. I tak było za późno, żeby się wycofać. Wzruszył więc tylko ramionami i obrócił zaczarowaną planszę w swoim kierunku, czekając aż Patrick zajmie miejsce naprzeciw niego. Siłą powstrzymywał się przed zerkaniem na Syriusza, którego uśmiech rósł wraz z liczbą tur. 

Ostatecznie jednak zakłopotana twarz Patricka Browna po poniesieniu druzgocącej porażki była warta zachodu.

3 comments:

  1. #Randka w ciemno 2025
    Hola! Jak zobaczyłam czyj tekst mam czytać, aż się uśmiechnęłam pod nosem, ponieważ może nie nazwałabym się fanką, ale lubię tematykę HP, a mam wrażenie, że ff o Huncwotach jest jak na lekarstwo.
    To na początek zaadresujmy słonia w pokoju albo przełknijmy tą gorzką żabę. Piszesz fanfiction o Harrym Potterze, a dokładniej o czasach Huncwotów. I odniosłam niezbyt pochlebne wrażenie, że wyszłaś z założenia jakoby wszyscy twoi czytelnicy znali to uniwersum. W związku z tym zdarzyły się kilka… nazwijmy to nieścisłości ot choćby brak imienia brata Syriusza. Ja wiem, że nazywał się Regulus, jednak nie każdy tą wiedzę będzie posiadał ze względu na nieznajomość książki bądź też odległe czasy jej ostatniej lektury. Innym przykładem takiego lekceważenia jest choroba Lupina. Fani uniwersum od razu zrozumieją, że chodzi o wilkołactwo, ale nowi czytelnicy już niekoniecznie muszą. Jednak to pada w drugim rozdziale, więc aż tak się czepiać nie będę
    Drugim, co mi się rzuciło wyraźnie w oczy jest dynamika relacji Lily i Jamesa. Choć w oryginalnej historii Huncwotów było dosłownie jak na lekarstwo, wyraźnie było napisane, że Lily pałała do Jamesa Pottera antypatią i to taką, że na 99,99% nie usiadłaby z nim w jednym przedziale, o pogawędce na korytarzu nawet nie wspomnę. Rozumiem zmianę bohaterów danego uniwersum, jednak warto znać w tym pewien umiar.
    Dobra, najgorsze za nami. Z pozytywnych rzeczy masz bardzo ładny styl, przez tekst praktycznie się płynie, dialogi są zgrabne i brzmią naturalnie (nie licząc Lily i James’a bo niby się lubią, ale w sumie Lily się na niego potem wydziera). Na pewno twoją mocną stroną są opisy, są rozbudowane, ale nie nudzą. Fajne też było nawiązanie do tytułowego zapachu lawendy. Kolejnym plusikiem są tytuły rozdziałów. Krótkie, ale przykuwające wzrok i zachęcające, nie jakieś pompatyczne.
    Z drobniejszych potknięć masz kilka błędów składniowych jak: „Lyall Lupin lekko ścisnął ramię syna i odpowiedział na jego spojrzenie nienachalnym i subtelnym grymasem połowy twarzy, czyli swoim typowym uśmiechem” – tutaj bardziej by mi pasowało „odpowiedział swoim typowym uśmiechem, który bardziej przypominał nienachalny grymas”, ale jest ich niewiele. Ja w tekście wyłapałam dwa. Dużo bardziej zabolało mnie tytułowanie grona pedagogicznego. Kiedy piszemy ff z danego uniwersum, trzymamy się zasad pisowni tytułów i nazwisk zawartych w oryginale. Więc zamiast notorycznej „profesora” wystarczy zwykłe „profesor”. Masz tą tendencję zwłaszcza przy McGonagall i to boli, uwierz.
    Zdarzyło się też kilka wpadek logicznych i trochę ciężko się połapać, kiedy kończy się sen Lupina w pierwszym rozdziale, ale ogółem tekst jest jak najbardziej w porządku. Może jedynie to zauroczenie Lupina jest wprowadzone stanowczo zbyt szybko.

    ReplyDelete
  2. AliceChłopRrandkującyFebruary 17, 2025 at 4:09 AM

    Hej, przychodzę do ciebie z #Randkawciemno i witam serdecznie!
    I od razu mogę zacząć od tego, że twoja randka sprawiła mi sporo radości ;]. Wiążę z serią Harry’ego sporo ciepłych wspomnień i pewnie jak sporo ludzi, którzy się na nim wychowali, możemy się zgodzić, że nie ma nic ciekawszego w temacie tego uniwersum niż Huncwoci!
    Dlatego też mogę zacząć od tego, że jako ktoś, kto zna ten świat, muszę pochwalić klimat ;]. Lubię mówić, że po pracy widać, gdy autor lubi to, co pisze, a tutaj to wybija ponad nawet wszelkie technikalia. Twój Hogwart jest przyjemnie swojski, a czytanie o postaciach dla kogoś, kto ich kojarzy przywodzi na myśl spotykanie starych znajomych. Podobało mi się, że większości z nich dałaś/eś na start coś charakterystycznego, ale też, że nie dostaliśmy od ciebie jednej wielkiej ściany opisu każdej z nich. To bardzo trudny biznes, opisywać tyle osób na raz. I chociaż bywały momenty, gdzie przydałoby się coś ukonkretnić i nie byłam do końca pewna, z kim mam do czynienia, myślę, że generalnie bardzo dobrze sobie z tym poradziłaś/eś! Nie czułam się przesadnie zagubiona, zresztą narracja pisana jest jednak z perspektywy Remusa – osobiście rozumiem pewne zagubienie na start wśród jego znajomych, gdy mamy ich aż tylu ;]. Tutaj jednak opinie pewnie będą często różnić się w zależności, czy ktoś zna oryginalną serię: pewnie trochę dopowiadam sobie, znając kanon/fanon. Dużo zależy, jaki jest twój target w tej historii.
    Jak widać, postaci przypadły mi do gustu ;]. Wypadają bardzo naturalnie. Nie powiem może, że zdążyłam już wczuć się i poznać dogłębnie charakter każdego z nich, ale nic dziwnego po trzech rozdziałach, a jest co najmniej kilka osób, których charaktery pięknie błyszczą. Podoba mi się na przykład bardzo kreacja Syriusza, od zmiany na jego bycie w Durmstrangu po jego opis, zapach lawendy czy relacje z bratem. Generalnie póki co wszystko co wiązało się z nim i Lupinem to niezłe perełki, a więc myślę, że dobrze czy idzie, skoro to jest główny myślę główny pairing tego fanficka :D. O dziwo ku swojemu zaskoczeniu zaintrygowała mnie także postać Petera z jego roślinką; widzę ten pomysł po raz pierwszy i zaskakująco przypadł mi on do gustu! Prudence to przeciekawy koncept (jak i metalowa sowa nauczycielki! Najlepsza część fanficków dla mnie: nabudowywanie interesujących wątków wokół istniejących <3). Ciekawi mnie też William, też wydaje się wyrazistszy na tle reszty, która troszkę się zlewa. Z drugiej strony, jak o tym myślę, Dorcs i Lily też mają już jakiś obraz w mojej głowie po tym kawałku historii. Reszta jeszcze nie, ale… daję im czas :D.
    (Muszę też przyznać, że bardzo utożsamiam się z podejściem Lupina do randkowania, więc uderzyło to prosto w moje serduszko xDD. Podoba mi się to jego zagubienie i niezręczność. Rel, Lupin. Same.)
    Gdybym miała coś skrytykować – być może, jeśli byś chciała poprawić nieco jakość tekstu, przydałby ci się ktoś, kto przeczytałby i podkreślił różne dziwne sformułowania i przeskoki, które zdarzają ci się leksykalnie. Nie zrozum mnie źle, to są raczej drobnostki (czasem coś nie zgadza się w zdaniu, czasem nie do końca wiadomo, kto co powiedział itd.) – takie rzeczy, które łatwo umykają, gdy zna się tekst za dobrze. Szczególnie uderzyło mnie to przy początkowych opisach, gdy czasem było absolutnie super, a potem nagle pojawiała się fraza, którą musiałam przeczytać dwa razy, albo za długie zdanie czy coś podobnego… Takie miejsca, gdzie na moment muszę zatrzymać się, zrobić „oh?” i zastanowić. Generalnie styl masz przejrzysty i sympatyczny; może przydałby mu się tylko mały przegląd :D.
    Dzięki za tą szansę powrotu do Hogwartu! Ten twój rysuje się w bardzo kolorowych barwach (lawendowych?) i już widać, że główny pairing ma naprawdę potencjał, wygląda bardzo obiecująco. Serio, przeurocza jest ta nieśmiałość Lupina i jego niezrozumienie własnych odczuć, a Syriusz wcale nie dziwi jako obiekt westchnień. Połamania pióra i miłej dalszej zabawy! <3

    ReplyDelete
  3. #Randkawciemno2025
    Ach, jak miło wrócić do Hogwartu, do znajomych imion, do czasów dzieciństwa, w którym Harry Potter odgrywał u mnie sporą rolę. Nie uważam, że błędem jest zakładanie, że czytelnicy znają to uniwersum. Wychodzę z założenia, że skoro ktoś sięga po fan fiction z danego świata, to jednak robi to z jakiegoś powodu, siedzi w nim, ma o nim pojęcie, dlatego chciałby poczytać więcej. To nie jest nowy świat, żeby tworzyć go od podstaw na nowo, powielać podane już kiedyś informacje, pisać drugi raz dokładnie to samo, to jest świat już nam znany, trochę jak stary przyjaciel, do którego możemy wrócić po długiej nieobecności i przywitać się z nim po raz kolejny, w jakiejś odświeżonej odmianie. Od pierwszego akapitu wpadłam w tę opowieść, piszesz barwnie, ale opisy nie są przesadne, nie męczymy się nimi, powoli nas otulają i coraz bardziej wpadamy w tę opowieść. Dialogi same przyciągają nas do tej historii, mam wrażenie, że masz „lekkie pióro”, bo tak przyjemnie przepłynęłam przez te trzy rozdziały, nic mnie nie męczyło, wręcz przeciwnie, czułam nawet lekki zawód, że dany rozdział już się kończył. Co do bohaterów to oczywiście, że wszyscy (którzy mieli styczność z HP w przeszłości) wiedzą, kim jest Syriusz, Remus i tak dalej, natomiast mnie z jakiegoś powodu zafascynował William. Nie pamiętam, czy była o nim wzmianka kiedykolwiek w oryginale, czy to twoja własna postać, ale jest coś takiego w prowadzeniu jego osoby, co mnie do niego przyciąga, a fragment, w którym on siada za Remusem i „otacza go opieką” czytałam ze trzy razy, bo bardzo mi się spodobał (czyżbym wyczuwała tam też delikatne napięcie/ uczucie?). Zgodzę się natomiast z tym, że z jednej strony trochę za szybko mamy podany na tacy fakt, że Remusowi spodobał się Syriusz, ale jeśli taki był twój zamysł, to mam nadzieję, że poprowadzisz to dalej tak, że nie będzie w tym niczego rażącego. Dziękuję ci za tę przemiłą podróż w przeszłość, bardzo dobrze ci idzie i trzymam kciuki za dalszą pracę!

    ReplyDelete

Copyright © Lawendowe Lata , Blogger